Witamy z Moskwy. Deszczowej Moskwy. Okazuje sie, ze razem z nami przesuwa sie takze front atmosferyczny. Liczylismy, ze zgodnie z prawami Murphy’ego, kupno parasoli spowoduje nadejscie lepszej pogody. Nie pomoglo. Ale do Syberii zdazymy mu jeszcze uciec.


Najtrudniejsza logistycznie czesc juz za nami - najwiekszym wyzwaniem okazal sie bowiem wyjazd z Polski, przekraczajac granice siedzielismy juz w trzecim pociagu. Pozniej bylo juz z gorki, okazalo sie nawet ze Bialorus i Rosja maja takie swoje male Schengen - od Bugu po Morze Japonskie. Jednak brak kontroli ma tez swoje wady - podczas zalatwiania meldunku pani z hostelu pierwszy raz widziala wize rosyjska bez pieczatki. Zapowiadala nam przymus gestych tlumaczen na granicy powrotnej, chyba, ze Schengen sie utrwali.
Plac Czerwony zaskoczyl nas swoimi rozmiarami - zupelnie nie widzimy maszerujacych tu defilad i manewrujacych pociskow. Lenin spal i nawet nas do niego nie wpuszczono, teraz siedzimy w przydworcowej kafejce i czekamy na pociag, ktory przewiezie nas przez kontynent, 5 stref czasowych naprzod…



